Kategorie
Klan

Piękny umysł

Zupełnie nie wiem jak zacząć, bo chcę powiedzieć coś na serio o Tulipskim i nie mam pojęcia, jak to zrobić, żeby nie zabrzmiało jak ironia. A chcę powiedzieć, że Tulipski jest racjonalistą, i to zarówno światopoglądowo, jak i praktycznie, życiowo.

W hipotetycznej sytuacji, gdyby komuś z Was przydarzył się jakiś wypadek (czego nikomu nie życzę) a na miejscu był Tulipski (czego w tej konkretnej hipotetycznej sytuacji życzę każdemu), Tulipski sam zabezpieczyłby miejsce zdarzenia, zadzwonił po właściwe służby, udzielił pierwszej pomocy, ustalił hipotezy przyczyn wypadku, dokonał szczegółowej analizy stanu Waszego zdrowia, na wszelki wypadek spytał, czy coś przekazać Waszej rodzinie, a następnie oddał w ręce przybyłych właśnie służb szczegółowy raport. I kazałby mi się ogarnąć, niezależnie od tego czy byłabym na miejscu, czy nie.

Jego racjonalizm objawia się również tak, że kiedy oficjalne komunikaty głoszą, że epidemia odwołana, a ulice szczelnie wypełniają się ludźmi, Tulipski proponuje weekendowy wyjazd za miasto, najlepiej w miejsce, którego nie ma na żadnej mapie. Na co zresztą ochoczo przystaję.

No więc pojechaliśmy. W planie było spotkanie z naturą przez duże N, natomiast główną część programu skradło spotkanie z naturą Tulipskiego. A raczej jej mroczną częścią, którą musimy uznać za wyjątek potwierdzający regułę, że Tulipski jest racjonalnym człowiekiem.

Tulipski jest bowiem również człowiekiem przesądnym. Odkryłam to dość wcześnie, bo na początku naszego pożycia, kiedy pewnego dnia próbowałam eksmitować znalezionego na parapecie w kuchni pająka na ten sam parapet, tyle że na zewnątrz. Tulipski zawył jak ranione zwierzę, wydarł mi szklaną pułapkę, w której zdążyłam umieścić intruza, i wypuścił go na podłogę, szepcząc do niego czule.

Okazało się, że pająków się nie wyrzuca, pająki się hołubi, bo pająki zwiastują przypływ gotówki.

Musiałam więc nauczyć się z pająkami żyć. Ku uldze Tulipskiego, radości Dzieckowskiej i uciesze samych zainteresowanych, mamy w domu całą hodowlę. Pomijając ten fakt, no i może jeszcze to, że wszyscy dziczejemy na widok kominiarza oraz że Tulipskiego trzeba cucić za każdym razem, kiedy ktoś przejdzie pod drabiną, jesteśmy normalnymi, trzeźwo myślącymi ludźmi.

Wracając jednak do naszej ostatniej podróży, pech (sic!) chciał, że kierowani racjonalizmem Tulipskiego, wylądowaliśmy w miejscu, w którym prawdopodobieństwo spotkania żywego człowieka jest mniejsze niż szansa złapania zasięgu. I, co było do przewidzenia, zabłądziliśmy.

Stoimy na rozdrożu, na którym staliśmy już trzy razy, zastanawiamy się, którą drogę wybrać i jakie to ma znaczenie, skoro obie zaprowadzą nas na to samo rozdroże. Google Maps twierdzi, że jesteśmy na Marsie a mapy satelitarne Marsa to on będzie miał dopiero w 2078 roku, więc mamy sobie radzić sami, Dzieckowska marudzi, że chce do domu i właśnie wtedy drogę przebiega nam czarny kot. Od czubka nosa po czubek ogona, bez cienia wątpliwości.

Przeczuwając kłopoty zaintonowałam:

— STARY DONALD FARMĘ MIAŁ, I JA I JA OŁ!

Dzieckowska złapała przynętę i radośnie dołączyła do pieśni.

Tulipski wrzucił wolny bieg.

— A NA TEJ FARMIE KROWĘ MIAŁ, I JA I JA OŁ! Tulipski, jeśli chcesz zrobić to co chcesz zrobić, to, błagam, nie rób tego.

— Nie ma mowy. Czekamy — To Tulipski.

— KROWA MUUUUU… — To Dzieckowska.

— Człowieku, na co? Tędy nic nie przejedzie, ta droga nie istnieje!

— Nie pojadę, nie zrobię wam tego.

— Nie rób nam tego i nie każ nam tu sterczeć!

— A NA TEJ FARMIE PIESKA MIAŁ, I JA I JA OŁ! — zagrzmiał chór, bo Tulipski już się nie odezwał.

Po pół godzinie przerobiłyśmy wszystkie zwierzęta polskiej wsi i nawet zdążyłyśmy przenieść farmę Donalda na afrykańskie sawanny. Nie licząc jednego traktora, który mimo moich usilnych modłów nie przerwał prac na polu, by przejechać przez pole rażenia przed nami, na horyzoncie nie pojawił się żaden człowiek, pojazd ani łazik marsjański.

Gdy Dzieckowska zaczęła zwrotkę o dziobaku, poczułam, że sytuacja robi się poważna. Boże słodki, jak robi dziobak? Co ze mnie za matka, nie wiem, nie wiem, i nie mam nawet jak sprawdzić, a przynajmniej nie w perspektywie najbliższych 58 lat, chyba że wcześniej wrócimy na Ziemię, omijając jakoś drogę przed nami.

Z rozmyślań zoologiczno-wychowawczych wyrwał mnie ryk silnika. Na drogę za nami wtoczyło się Cinquecento. Zwolniło, gdy się z nami zrównało, zza przedniej szyby popatrzyły na nas nieco zdziwione oczy, po czym minęło nas i przekroczyło linię śmierci. Pojechaliśmy za nim, częściowo w nadziei, że jedzie w stronę cywilizacji, częściowo z ciekawości czy nie wybuchnie po przejechaniu dwóch kilometrów. No i żeby w razie wypadku Tulipski był w pobliżu.

Nie wybuchło. A my dojechaliśmy bezpiecznie do domu. Gdzie sprawdziłam, że dziobak robi „prrrrr” na wysokim A.


Opcja dla introwertyków: jeżeli napisanie komentarza znajduje się na granicy Twojej strefy komfortu, możesz wybrać reakcję, która najlepiej oddaje Twój stan po przeczytaniu tego tekstu. Szybko, wygodnie i anonimowo. Nie dowiem się, że to Ty. Chyba że się dowiem.

W odpowiedzi na “Piękny umysł”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *