Kategorie
Klan Porażki małe i duże

Każdy dobrze zna pocztowy wóz

Tulipski miał do odebrania paletę szkła. Jeżeli zastanawiacie się po co mu paleta szkła, to ja Wam niestety nie pomogę, bo już dawno przestałam go pytać o powody, a tymbardziej cele, jego najróżniejszych zakupów. W każdym razie Tulipski musiał owo szkło odebrać a następnie przewieźć z punktu A do punktu B i jako arcymistrz planowania rodzinnych rozrywek, uznał, że będzie wspaniale, jeśli ja i Dzieckowska będziemy mu w tej trasie towarzyszyć. No, przygoda życia.

Tym bardziej, że w celu przewiezienia palety szkła oraz mnie i Dzieckowskiej z punktu A do punktu B, Tulipski wypożyczył auto typu budka na kółkach, ewentualnie pocztowóz. W skrócie: Budka. Budka to taki samochód, który ma dużą pakę otwieraną ruchem posuwistym z boku niczym lodówki w Biedrze oraz trzy miejsca siedzące, wszystkie z przodu.

Szczególne przypadki

Na starcie zrodziło to pewien problem, ponieważ nie wiedzieliśmy, czy powinniśmy fotelik z Dzieckowską umieścić z przodu czy jednak na pace. Jak wszyscy odpowiedzialni ludzie, postanowiliśmy rozstrzygnąć tę kwestię za pośrednictwem internetowej wyszukiwarki, i dowiedzieliśmy się, że w szczególnych przypadkach trzylatek może jechać na przednim siedzeniu. Uznaliśmy, że konieczność przewiezienia palety szkła oraz całej rodziny z punktu A do punktu B jest bez wątpienia szczególnym przypadkiem i Dzieckowska wraz z fotelikiem wylądowała na siedzeniu pasażera.

Miejsce za kierownicą miał oczywiście zająć Tulipski, zatem ja dostałam w przydziale miejsce pomiędzy. Prawdopodobnie nie zdajecie sobie sprawy, co to oznacza, zatem pozwólcie, że naświetlę problem, kolejny już zresztą (a to przecież nie koniec!). Kojarzycie słynne krzesło w autobusie, to, które jest zaraz przy wejściu? To na półtorej osoby? Ktoś, kto je zaprojektował, nie mógł wiedzieć, do ilu ciekawych interakcji społecznych takim projektem doprowadzi. Bo czy jeżeli w autobusie jest tłok a na fotelu akurat ktoś siedzi, masz uszanować takie marnotrastwo przestrzeni czy próbować się dosiąść na chama i dyndać przez całą drogę nogami? A jeżeli to Ty jesteś osobą, która dane miejsce zajmuje? Powinnaś się na nim rozwalić z torbami i udawać, że półtora miejsca Ci się należy? Czy wcisnąć w szybę, robiąc miejsce osobie, która akurat ma ochotę sobie podyndać?

No właśnie.

Półśrodek

Projektanci Budki, owszem, umieścili w niej trzy miejsca siedzące, ale zakładając, że listonosz może od biedy przewozić osobę towarzyszącą oraz, rzecz jasna, kota. Dlatego środkowy fotel nie jest pełnowymiarowym fotelem a raczej półfotelem, półsiedzeniem, półśrodkiem. Po zajęciu miejsca po lewej stronie przez, hm, całkowicie wymiarowego mężczyznę oraz miejsca po stronie prawej przez kosmiczny dziecięcy fotelik, istota siedząca pomiędzy winna zajmować przestrzeń między pedałem gazu a lewarkiem. Co pewnie nie przeszkadzałoby kotu. Pech chciał, że zamiast kota byłam ja. A o dyndaniu mogłam co najwyżej pomarzyć.

Załadowaliśmy się jakoś do naszego pojazdu nieprzystosowanego do przewozu osób trzecich ani tym bardziej drugich, i wyruszyliśmy. Od razu stało się jasne, że do takiej podróży konieczne jest błyskawiczne opanowanie pewnych umiejętności. A konkretnie obsługi skrzyni biegów przez dwie osoby oraz wydawania kolejnych racji żywnościowych najmłodszemu pasażerowi bez ryzyka spowodowania wypadku. Nie muszę nadmieniać, że w obu przypadkach moja rola była kluczowa. Po kilku manewrach byłam wykończona i spocona jak kot, zwłaszcza że przed wejściem na pokład nie pomyślałam, by zdjąć kurtkę.

Oaza

Kiedy w końcu dojechaliśmy do punktu A i Tulipski wysiadł, by odebrać swoją paletę a Dzieckowska zdążyła się wypiąć i powciskać wszystkie dostępne w Budce przyciski, zamieniając ją w dyskotekę, przypomniałam sobie, że mam nogi, a raczej nogi przypomniały mi o sobie. Dość boleśnie. Uznałam, że to moja ostatnia szansa, by je rozprostować. Jeżeli tego nie zrobię teraz, w punkcie B będą musieli wezwać zastęp strażaków, żeby mnie wyciągnąć.

Wywlokłam się więc i moim oczom ukazał się sklep z roślinami. Po tym, jak zabiliśmy nasze kwiaty, miałam przemożną chęć, by uzupełnić ubytki, i oto w końcu nadarzyła się idealna okazja. Jeżeli jest jakiś ukryty cel tej idiotycznej wyprawy, to właśnie ten. Nie zastanawiając się długo, resztką sił wyciągnęłam Dzieckowską z disco trucka na chodnik, wyrwałam jej z rąk kierownicę i wsadziłam na właściwe miejsce, i poszłyśmy do oazy, która na szczęście nie okazała się fatamorganą.

Chciałam porozkoszować się widokiem kojącej zieleni i zapachem wilgotnej ziemi, ale na myśl o tym, co może zrobić Dzieckowska z asortymentem w czasie, gdy ja się będę rozkoszować, zmieniłam zdanie. Wbiegłam jak poparzona do sklepu z córką na jednej ręce, drugą wskazałam sprzedawcy pierwszy z brzegu fikus i po ekspresowej wymianie gotówki na towar, wyleciałam ze sklepu z naręczem składającym się z Dzieckowskiej i fikusa.

Czwarty pasażer

— Co to ma być? – wysapał Tulipski, ocierając czoło, bo właśnie skończył ładować szkło. Dobrze mu tak, pomyślałam.

— Fikus – odparłam, promieniejąc — Myślisz, że Waldemar to będzie odpowiednie imię?

— Aha. I jak konkretnie zamierzasz go przewieźć?

Szlag. O tym w moim szale uniesień nie pomyślałam.

— Bo jeżeli planowałaś go dać na pakę, to możesz o tym pomyśle zapomnieć. Potłucze się szkło — dodał Tulipski, mimo że już nie musiał.

— Co tam szkło, Waldemar tego nie przeżyje. Zabieram go do kabiny — oświadczyłam z zimną krwią, na co Tulipski uniósł nieznacznie jedną brew.

Kiedy unieruchomiliśmy Dzieckowską w foteliku, następnie unieruchomiliśmy mnie z Waldemarem na półfotelu i Tulipskiego za kierownicą, pojawił się kolejny problem, a mianowicie okazało się, że w tej konfiguracji nie jestem w stanie zapiąć pasów. Teoretycznie było to bez znaczenia, bo przy takim ścisku żadna siła nie oderwałaby mnie z fotela, nawet gdyby Budka postanowiła robić piruety, ale jesteśmy poważnymi i odpowiedzialnymi ludźmi. Dlatego Tulipski opuścił auto, za nim wyszedł fikus a następnie wsiedli z powrotem w odwrotnej kolejności.

Muszę przyznać, że na skutek decyzji o wzięciu Waldemara na pokład, walory estetyczne Budkowej kabiny znacząco się poprawiły, czego niestety nie można powiedzieć o walorach funkcjonalnych.

— Tulipska, zabieraj to listowie z mojej twarzy, nic nie widzę.

— Maaaaaaamooooo, samolot! Mamo, widziałaś?

— Nie, córeczko, aktualnie widzę tylko dżunglę.

— Tulipska, wrzuć trójkę. TO NIE JEST LEWAREK!

— Mamo, liście lecą.

— Tulipska, jak nie wyciągniesz mi tego badyla z oka, nie gwarantuję, że dojedziemy na miejsce.

— Jest jesień, Dzieckosko, to lecą.

— Mamo, ale tu! W samochodzie!

— Tulipska, nie dam rady, podaj mi Tajgera.

To, że w sytuacji, w której każdy inny zażyczyłby sobie melisy, Tulipski prosi o napój energetyczny, w ogóle mnie nie dziwi. Dziwi natomiast, że przyszło mi do głowy, by przed podaniem nektaru bogów Tulipskiemu, upić jedną trzecią puszki. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo piętnaście minut później zachciało mi się sikać.

Awaryjny postój

— Za pół godziny będzie stacja, wytrzymasz — powiedział Tulipski.

— Mhm — mruknęłam, czując że mój pęcherz zaraz eksploduje.

— Trzymaj mocno, mamo, dasz radę — dodała mi otuchy Dzieckowska.

— Zmieniłam zdanie, nie wytrzymam. — wydyszałam trzy minuty później — Znajdź jakieś miejsce, w którym nie będzie nas za bardzo widać.

— To będzie dość trudne — powiedział Tulipski, nie kryjąc rozbawienia. No tak, zapomniałam napisać, że Budka miała w pakiecie wspaniały kamuflaż w postaci wściekle pomarańczowej karoserii.

— Dobra, nieważne, stań gdziekolwiek. Byle szybko.

Tulipski zjechał na pobocze, bynajmniej nie ustronne, bo najbliższy krzak stał w odległości jakichś pięciuset metrów. Nie miałam ani czasu, ani chęci na pokonywanie takich dystansów, zwłaszcza że czekał mnie jeszcze rytuał wysiadania i całą siłą woli musiałam się skupić na tym, by nie pomylić kolejności opuszczania pojazdu.

Najpierw wyszedł więc Tulipski, wziął ode mnie Waldemara i odsunął się, bym nie zrobiła im krzywdy, gdy będę wylatywać jak kot z pęcherzem. Wyleciałam, okrążyłam auto i szarpnęłam drzwi paki, planując się nimi zasłonić. Drzwi jednak otworzyły się ruchem posuwistym w bok niczym lodówki w Biedrze. Szosa wypełniła się samochodami.

Byłam bliska płaczu, kiedy po zajmowanej przeze mnie stronie Budki pojawili się Tulipski i Waldemar, którym najwyraźniej nie opłacało się czekać w środku. Chyba zrozumieli moje położenie, bo dzielnie stanęli przede mną, zasłaniając mnie przed potencjalnymi spojrzeniami.

Trochę szkoda, że nie kucnęli, ale kiedy upragniony krzak dosłownie wyrasta na Twoich oczach, nie można przecież grymasić. Załatwiłam co trzeba najszybciej jak umiałam, wsłuchując się w szum liści Waldemara i klakson Dzieckowskiej, która ewidentnie zdążyła uwolnić się z fotelika.

Grunt, że nie zwracaliśmy na siebie uwagi.

Kiedy po zajęciu miejsc ruszyliśmy dalej, czułam, że świat stał się piękniejszy. I wtedy, spomiędzy listowia, usłyszałam głos Dzieckowskiej.

— Super jest jeździć Budką! Będziemy tak codziennie?


Opcja dla introwertyków: jeżeli napisanie komentarza znajduje się na granicy Twojej strefy komfortu, możesz wybrać reakcję, która najlepiej oddaje Twój stan po przeczytaniu tego tekstu. Szybko, wygodnie i anonimowo. Nie dowiem się, że to Ty. Chyba że się dowiem.

8 odpowiedzi na “Każdy dobrze zna pocztowy wóz”

Dobre. Jesteś tak dobra, jak sobie wyobrażałam, gdy przeczytałam o Tobie u Mai.
Pięknie pozdrawiam.
Inia.

Dziękuję! Ta cholera tak wysoko postawiła poprzeczkę tą swoją dedykacją, że byłam pełna obaw czy doskoczę, zwłaszcza że w sportach to ja nie jestem geniuszem. Cieszę się, że się podoba. Wpadaj częściej! ❤️

No wyrwać się nie mogę z Twojego zaczarowanego kręgu.
Gratuluję Mai zdolności oceny.
Wysoki poziom ustawionej poprzeczki osiągasz jednak z odbicia bez rozbiegu.
Muszę się jednak zabrać za te pierniczki …. .

Z przyczyn technicznych nie mogę odpowiedzieć na Twój ostatni komentarz, klikając w przycisk odpowiedz, ponieważ przycisk ów zniknął, został usunięty, względnie wrogi ukradły. Ale wiedz, że jak napiszesz książkę, skrytykuję ją z perwersyjną przyjemnością, ponadto będzie to dla mnie zaszczyt. Pisz szybko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *