Kategorie
Klan

Choinka z Doliny Muminków

W tym roku decyzję o tym, że Święta spędzamy sami w domu i skarpetach, podjęliśmy dawno temu, nie czekając na żadne zalecenia, obostrzenia i biadolenia. Pandemia dała nam idealny pretekst, by w końcu przeżyć święta marzeń, bez sprzątania, gotowania, najazdu obcych sił i stresu, że i tak nie zdążymy na czas.

Brałam pod uwagę, że nie wszyscy dojeżdżający członkowie rodziny się z taką decyzją pogodzą, spodziewałam się negocjacji, podstępów i prób obejścia naszego postanowienia, ale nie miałam pojęcia, że cios padnie akurat z tej strony. Słuchajcie, cios padł z Doliny Muminków i to z taką siłą, że jeszcze się nie możemy pozbierać. Mimo że początku tej historii mogę się jedynie domyślać, spróbuję ją opowiedzieć chronologicznie.

W głowie Mamy Tulipskiego zrodził się Plan. Plan nieoczekiwany, finezyjny i przebiegły, słowem—doskonały. Z wypiekami na twarzy podzieliła się swoim pomysłem z Tatą Tulipskiego. Ten uważnie wysłuchał, starając się nie zdradzać żadnych emocji, ale jego twarz mimowolnie rozpromieniła się. Mama Tulipskiego wzięła to za dobrą monetę i utwierdziła się w przekonaniu, że jej Plan nie może się nie powieść i należy przystąpić do natychmiastowej realizacji.

Zadanie zrealizowania planu Mama Tulipskiego próbowała scedować na Tatę Tulipskiego, bo któż zrobiłby to lepiej, precyzyjniej, z większą klasą. No i Mama Tulipskiego mogłaby pozostać cichym mózgiem operacji, szarą eminencją intrygi.

Tata Tulipskiego nie chciał jednak, by wszystkie zasługi spadły na niego, więc uprzejmie zrzekł się tego zaszczytu. Wytłumaczył, że tak genialna taktyka wymaga, by zajęła się nią sama pomysłodawczyni. Po czym zasiadł na kanapie, gotów na widowisko.

W Mamę Tulipskiego wstąpiła nowa energia. Tata Tulipskiego ma rację, nie będzie przecież siedzieć w cieniu, będzie się pławić w aurze własnego geniuszu. Chwyciła więc za telefon, bo pierwszy krok Planu jasno stanowił, że trzeba zadzwonić do Tulipskiego. Czyli, dla jasności, swojego syna a mojego męża, który zamieszkuje wraz ze mną w mieście oddalonym o sto kilometrów od Doliny Muminków, czyli miejsca stałego pobytu Mamy Tulipskiego i Taty Tulipskiego.

— Synku, kupiliśmy wam piękną jodełkę. — wyszeptała podekscytowana, kiedy Tulipski odebrał telefon. W odpowiedzi usłyszała odgłos spuszczanej wody, bo Tulipski akurat mył kibel. Nie takiej reakcji się spodziewała. Ani tej, która nastąpiła tuż potem.

— Co?! Co kupiliście? Komu? — odpowiedział Tulipski, z wrażenia wciąż dzierżąc szczotkę do klozetu.

— No przecież mówię, że jodełkę dla Was zgrabną — doprecyzowała. — Bo wy tacy zaganiani a Dzieckowska tak by się cieszyła, to pomóc chcieliśmy. Chciałam się jakoś zrewanżować, bo jak byłeś u nas ostatnio, to nie wziąłeś połowy rzeczy, które dla ciebie przygotowałam.

— A możesz mi powiedzieć po co ta jodła? I co macie zamiar z nią zrobić? Wysłać kurierem?

— Nie, skądże. Bo my właśnie z Tatą Tulipskiego rozmawialiśmy — w oddali dało się słyszeć wyraźne prychnięcie — że może byśmy wam ją podwieźli, ale nie do końca oczywiście, tylko byśmy się spotkali tak gdzieś w połowie drogi. Więc tylko kawałek musielibyście przejechać, a jodełka mała, zgrabna, jak mówiłam, to spokojnie dalibyście radę całą rodziną ją odebrać.

— W czyjej, na miły Bóg, głowie, zrodził się taki pomysł? — wykrzyknął Tulipski, cały czerwony.

— W mojej — pisnęła cichutko Mama Tulipskiego.

— Na miłość boską, mamo!!! Przecież ty jesteś wykształconą i inteligentną osobą! Jak chcecie nas zobaczyć, to możecie po prostu przyjechać! — Tulipski z wrażenia drugi raz spuścił wodę.

Zaintrygowana, poszłam do łazienki, żeby się dowiedzieć o co chodzi. Tulipski, nie odkładając telefonu od ucha, streścił mi propozycję, którą właśnie otrzymał, niebezpiecznie wymachując drugą ręką, w której wciąż trzymał szczotkę, i ocierając twarz z łez bądź innej substancji.

—Super! Jedziemy! Będę miała o czym pisać! — wykrzyknęłam radośnie, wyczuwając potencjalnie idealny temat. Nie dość że podróż, nie dość że z iglakiem, to jeszcze kolędowanie z Mamą Tulipskiego i Tatą Tulipskiego na stacji benzynowej w środku niczego.

Zawiązany naprędce front kobiecej solidarności niestety zdał się na nic, bo Tulipski w końcu odłożył szczotkę i wreszcie mógł bezpiecznie wytarzać się po podłodze a Mama Tulipskiego zorientowała się, że Tulipski ją rozszyfrował. Do realizacji Planu więc nie doszło, zresztą okazało się, że żadnej choinki nie było, ale zawsze warto próbować.

Ponieważ wciąż trzymam stronę Mamy Tulipskiego, uznałam, że taki pomysł nie może się zmarnować. Nie dano nam szansy, byśmy mogły Plan zrealizować, ale nic nas nie powstrzyma, by opowiedzieć o nim światu. Drogi świecie, Mama Tulipskiego nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.


Opcja dla introwertyków: jeżeli napisanie komentarza znajduje się na granicy Twojej strefy komfortu, możesz wybrać reakcję, która najlepiej oddaje Twój stan po przeczytaniu tego tekstu. Szybko, wygodnie i anonimowo. Nie dowiem się, że to Ty. Chyba że się dowiem.

W odpowiedzi na “Choinka z Doliny Muminków”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *